LOKALNA GRA O TRON

BURZLIWE I MNIEJ BURZLIWE SEJMIKI NURSKIE. CZĘŚĆ II.

Marcin Matuszewicz, jak na okolice Brześcia, gdzie miał swój majątek, szlachcicem był średniej klasy, ale w ziemi nurskiej uchodziłby za bogacza. Był przy tym człowiekiem niezwykłej energii i typowym wytworem tamtej epoki. Procesował się nieustannie i zanudziłby się na śmierć, gdyby w sądach nie toczył przynajmniej dwóch lub trzech spraw jednocześnie. Był w nieustannym ruchu, układał się, intrygował, spiskował, przekupywał i był przekupywany, wciąż zyskiwał i tracił przyjaciół oraz w nie mniejszej liczbie wrogów. A że specjalizował się m.in. w „układaniu” sejmików, to początek każdego prawie roku poświęcał przygotowaniom do swych politycznych aktywności.

Także rok 1758 rozpoczął od spotkania z pułkownikiem Piotrem Paszkowskim i strażnikiem brzeskim Antonim Borzęckim, swymi zaufanymi podwykonawcami w prowadzeniu gierek politycznych. Celem tego spotkania był sejmikowy „dysparyment pieniędzy, wiele komu dać mamy”. Rozdawnictwo tymfów było dobre dla zjednania sobie głosów drobnej szlachty, ale zyskanie przychylności zasobniejszych nobilów wymagało zabiegów subtelniejszych, bo należało się „domówić”. O suchym pysku domówić się nie sposób, a zaproponowanie poważanemu acanowi piwa, gorzałki, czy winnego sikacza uchodziło za afront. W ramach przygotowań zakupiono zatem dwie beczki węgrzyna, stargowanych do 22 czerwonych złotych za każdą. Czytelnicy publikowanych na tych łamach opowieści, choćby testamentów, dobrze wiedzą, że dla większości nurskich szaraków 44 czerwone złote to kwota, o której nie śmieli nawet pomarzyć.

Więcej na stronie https://madzelan.cba.pl/lokalna-gra-o-tron-burzliwe-i-mniej-burzliwe-sejmiki-nurskie-czesc-ii/