3 maja i sadowieńska konotacja

Data 3 maja dla każdego Polaka to Święto Konstytucji, dla Katolików Święto Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski, dla części to dzień urodzin czy imienin, a Wam dziś przedstawiam dodatkowe odniesienie do tej kartki z kalendarza.

Z czasów licealnych pamiętałem, jak Profesor Mieczysław Chmielewski wspominał cudowne ocalenia ze zbombardowanego na morzu statku.

Niedawno – dzięki uprzejmości Jego córki Pani Małgorzaty – uzyskaliśmy dostęp do niezwykle cennych dokumentów sprzed dziesiątków lat, których treść zasługuje na ocalenie przed zapomnieniem.

Wśród nich są m.in. trzy numery pisma „Idziemy razem” Obozu Polskiego w Haffkrug z września i listopada 1945 r..

Okazało się, że Profesor M. Chmielewski był redaktorem w/w periodyku, a do Haffkruga trafił przeżywszy zbombardowanie w Zatoce Lubeckiej właśnie 3 maja 1945 r. przez myśliwce RAF-u niemieckiego liniowca Cap Arcona. Na statku tym Niemcy więzili ok. 7.000 jeńców wojennych, których wraz ze statkiem zamierzali zatopić. Przeżył zaledwie co dwudziesty jeniec.

Wśród tych cudem ocalonych był nasz Profesor, któremu inny jeniec pomógł dopłynąć do brzegu.

Tych z Was bardziej dociekliwych zachęcam do odnalezienia w „necie” bardzo okrutnych i ciekawych losów więźniów hitlerowskiego obozu koncentracyjnego Neuemgamme pod Hamburgiem, ich gehenny w czasie kolejowego transportu do Lubeki, perypetii związanych z lokowaniem na statek i okrutną pomyłką wojsk brytyjskich bombardujących na morzu statki pełne jeńców, a nie nazistowskich żołnierzy, która doprowadziła do jednej z największych katastrof na morzu. Ciekawe są też losy samego statku Cap Arcona, jego ostatniego kapitana, innych cudem ocalałych, których na brzegu czekały hitlerowskie kule …..

Mnie niestety nie udało się odnaleźć bliższych danych o losach obozu w Haffkrug.

Jednym zaś z artykułów, jakie odnalazłem w zniszczonych czasem pismach „Idziemy razem” jest opublikowane na stronie 5. numeru 3. z 1 września 1945 r. „Wspomnienie z września” autorstwa M. Chmielewskiego.

Z oryginału periodyku tekst został przepisany, bowiem stan maszynopisu nie pozwala na czytelny przedruk.

Trudno powyższy tekst uznać za źródło historyczne lub odnaleźć potwierdzenie opisanej potyczki. Jest za to próbką literacką dość wiernie obrazującą końcowe chwile kampanii wrześniowej. Pismo „Idziemy razem” było kierowane do zmaltretowanych latami wojny, cudem ocalonych Polaków, oczekujących na powrót do Ojczyzny.

Oto tekst „Wspomnienia…”

   „Jest nad Bugiem mała, cicha wioska. Wokół las sosnowy, podszyty gęsto krzakami jałowca i leszczyny. Niskie, stare chaty słomą pokryte rozrzucone po obu stronach piaszczystego gościńca. Wiosek takich po zachodniej stronie Bugu jest wiele. Wszystkie są do siebie podobne, wszystkie ciche, pogodne, jak pogodna jest jesień w Polsce. Wieś owa nad Bugiem zwała się Janowka.

    Do tej to Janowki przyszli we wrześniowy wieczór 1939 roku dziwni żołnierze. Było ich kliku zaledwie. Jeden podoficer rezerwy, jeden marynarz, dwóch z oznakami pułku saperów. Wynędzniali, kurzem i błotem okryci, głodni i zmęczeni.

   Wojna z Niemcami na ziemiach polskich dobiegała końca. Warszawa dogorywała w dymiących gruzach. Lotne oddziały niemieckie, jak psy gończe, obiegały wzdłuż i wszerz ziemie nasze likwidując ostatnie gniazda oporu.

     Żołnierze przybyli do Janowki wiedzieli o tym. Oddziały ich zostały dawno rozbite, towarzysze broni dostali się do niewoli lub poszli w rozsypkę. Oni jednak nie mieli ochoty ani na jedno, ani na drugie. Chcieli się bić jeszcze. Chcieli zginąć, ale chcieli za życie swoje wziąć dobrą zapłatę.

     W ładownicach było jeszcze po kilka naboi, a w chlebakach pobrzękiwały złowrogo ręczne granaty. Mieli fantazję i jakąś zaciętość, jakiś upór z obłędem graniczący. Plutonowy Z. był dowódcą tej małej grupy zatraconej. Jakoż okazja nadarzyła się wkrótce. Od strony Brześcia, który od dwóch dni płonął, ukazał się patrol niemiecki na motocyklach, zmierzający w stronę Janówki. Zabłysły złowrogo oczy plutonowego. Więc jeszcze można coś zniszczyć, jeszcze dojdzie coś do krwawego rachunku kampanii wrześniowej. Znikli w oka mgnieniu. Przyczaili się jak wilcy polujący na zdobycz. Tylko spod jałowcowych krzaków błyszczały lufy karabinowe i złe, rozognione oczy żołnierskie.

   Huknęło! Przodem jadący motocyklista, jak gromem rażony, wypuszcza kierownicę z ręki i koziołkując wraz z maszyną wpada bezładnie na przydrożny płot. Pozostali hamują gwałtownie – zawracają i pędzą ku swoim. Znowu salwa i znowu ludzie i motory wykonują w powietrzu potworne, niesamowite ewolucje i zostają. Jeden tylko umknął śmiertelnej kuli!

   Chłopcy są zadowoleni. Znowu mają więcej „na rozkładzie”.

    Wiedzą jednak dobrze, że to nie koniec. Wiedzą, że wróg wróci po krwawą zemstę za ten szaleńczy opór.

     I wrócił.

   W niespełna godzinę rozlega się w wieczornym, cichym powietrzu głuchy łoskot sunących czołgów.

   Już widać je nawet. Już sieją ogniem działek i karabinów w stronę cichej, małej Janowki.

   Idą wziąć odwet za śmierć swoich. Chłopcy wiedzą, że to zbliża się śmierć. Muszą umrzeć, bo żyć nie ma już po co!… Ale może… może jeszcze uda się utargować coś za życie.

    Plutonowy zostawia chłopców na stanowiskach, a sam wysuwa się naprzód. Jak kot skrada się chyłkiem wśród gęstych krzewów, pełza niepostrzeżenie i znika w małym krzaku głogowym, tuż przy drodze.

   A czołgi suną dalej wciąż strzelając. Jeden z nich jest już na wysokości głogu, w który wrósł Plutonowy. Zmiażdży go swoim potężnym cielskiem. Błysnęło nagle i huk potężny przygłuszył szczekanie maszynowych karabinów. Potwór wzniósł się przodem do góry, jak niedźwiedź, gdy śmiertelnie dostanie raną. Zakołysał się i runął, nakrywając sobą głogowy krzak. Po chwili jasne języki ognia objęły martwe cielsko, lizały po gąsienicach, wydobywały się ze szczelin żelaznego pancerza, aż pożarły bez reszty.

  Następne dwa czołgi wjechały ziejąc pociskami do Janowki. Mieszkańcy okolicznych wiosek widzieli owej nocy potężną łunę nad Janówką.”

Każdego 3 maja pomyślmy przez chwilę także o okrucieństwach wojen, doceńmy życie w pokoju, a na postać Profesora Mieczysława Chmielewskiego spójrzmy także przez pryzmat okrucieństwa wojennego, jakie przeżył i jego cudownego ocalenia 3 maja 1945 r.

Tekst: RW

Foto: Internet

 

Od Redakcji: miło jest mi poinformować, iż powyższym artykułem otwieramy na Portalu Info Sadowne nową kategorię, która będzie nosić nazwę „Wspomnienia mieszkańców” i będzie można ją znaleźć na stronie głównej, w dziale „Z historii”.

Na początek, oczywiście szereg wspomnień zgromadzonych w archiwum prof. Chmielewskiego (szczególnie dot. okresu zatrudnienia w sadowieńskiej szkole), ale zachęcamy też Państwa do „naruszenia” swoich zasobów archiwalnych i podzielenia się „wspomnieniami” z naszymi czytelnikami, przesyłając je na adres e-mail: info.sadowne@wp.pl lub przekazując do Gminnego Ośrodka Kultury w Sadownem (z dopiskiem „Wspomnienia”).

Z góry za to dziękuję i zachęcam do śledzenia „Wspomnień mieszkańców” …i nie tylko.

Sławek Chyliński