Wspomnienia – alfabet sadowieński (A)
Dzięki uprzejmości mieszkanki Sadownego – Pani Ireny, mamy przyjemność publikowania na naszych łamach Jej wspomnień o mieszkańcach Sadownego okresu powojennego.
Publikacje będą ukazywać się w dziale „Z historii – wspomnienia”. Zapraszamy do lektury…
Nazywam się Irena Warda z domu Niegowska. Przez całe swoje życie, już blisko 90 lat, mieszkam w Sadownem. Tu na ul. Wiejskiej się urodziłam, a od 1962 r. zamieszkuję na ul. Kilińskiego. Pracowałam od 1 lipca 1952 r. najpierw w Delegaturze Centralnego Urzędu Skupu i Kontraktacji w Sadownem, potem od 1 stycznia 1955 r. w Gromadzkiej Radzie Narodowej w Zarzetce, a od lutego 1956 r. w Gromadzkiej, a później Gminnej Radzie Narodowej w Sadownem. Przez wiele lat – od r. 1960 do 1992 r. – byłam Kierownikiem Urzędu Stanu Cywilnego w Urzędzie Gminy Sadowne. Prowadziłam ewidencję urodzin i zgonów, a przede wszystkim udzielałam ślubów cywilnych i wystawiałam akty małżeństwa. Wydawałam metryki i poznawałam dzięki temu tysiące osób. Przez kilka lat prowadziłam też ewidencję ludności. Brałam udział w Narodowych Spisach Powszechnych i spisach rolnych. Poza pracą, w Sadownem i okolicach mam też bardzo liczną rodzinę i wielu dobrych znajomych. Stąd poznałam tysiące ludzi, nazwisk, dziejów rodzin. Wiele rodów, szczególnie na ul. Wiejskiej, zamieszkiwało w Sadownem od wieków, wiele rodzin sprowadziło się po wojnie otrzymując działki pożydowskie w centrum osady, przybywali nauczyciele, urzędnicy, szewcy, krawcowe i sprzedawcy. Starałam się zgodnie z pamięcią podawać czym mieszkańcy się trudnili, wskazywać powiązania rodzinne czy przytaczać ciekawostki.
Teraz, dopóki pamięć dopisuje, postanowiłam swoimi wspomnieniami podzielić się z tymi, co zechcą poznać postacie dawnego Sadownego. Tak, jak je zapamiętałam, w alfabetycznym porządku nazwisk… i tylko nie wiem czy jakichś nie pominę. Jako cenzurę „dawności” przybrałam połowę ubiegłego XX wieku. Wymieniane przeze mnie rodziny, czy osoby zamieszkiwały Sadowne w latach powojennych przed 1960 r., przed niemal siedemdziesięciu laty i wcześniej.
Wtedy w Sadownem nie było jeszcze ulic, tylko numery domów i nieformalny podział na Drak, Gaj, Kępę, Kuźnicę, Poświętne, Wieś, Zachoinie, Zaglińce itp. Stąd też teraz, lokalizując miejsca zamieszkania, wskazuję aktualne nazwy ulic, starając się wskazywać sąsiadów czy miejsca przybliżające lokalizację posesji.
Może Ci, którzy na „mój alfabet sadowieński” zerkną, przywołają w pamięci postacie w nim wymieniane. Pamięć o ludziach żyje, póki są wspominani. Życzę samych dobrych wspomnień.
Z góry też przepraszam za pomyłki, których pewnie się nie ustrzegę, bo pamięć jest ulotna. Uciekają z niej szczególnie imiona, czy dane osób krótki okres zamieszkujących w powojennym Sadownem. W okresie tych kilkunastu lat po wojnie Sadowne znacznie się powiększyło, nabrało znaczenia, z wioski stało się osadą zamieszkaną przez ludzi wielu profesji – ludzi, których znałam i teraz pokrótce Ich wspominam.
Przy spisywaniu i redakcji wspomnień pomógł mi syn Ryszard.
Na początek nazwiska rozpoczynające się na literę A.
Mój alfabet sadowieński
A
ABRAMCZUKOWIE– rodzina zamieszkująca na placu między ul. Piekarską i Kilińskiego. Stanisław Abramczyk przybył do Sadownego po II wojnie i ożenił się z Zofią Malenkówną córką Jana i Anastazji z d. Kopacz, którzy tam mieszkali. Potem przeprowadzili się do Płatkownicy, gdzie on dostał pracę w szkole podstawowej w Płatkownicy i był tam jej kierownikiem do emerytury. Stanisław i Zofia mieli trzech synów: Fabiana, Eugeniusza i Mariana oraz dwie córki: Pelagię i chyba Elżbietę. Tylko Fabian Abramczuk wrócił do Sadownego i ożenił się z Marianną Majewską mieszkającą przy ul Gaj. Pracował w Warszawie, ale w Sadownem był wziętym malarzem pokojowym. Mieli dwie córki: Jolantę i Katarzynę. Marianna pracowała w Urzędzie Gminy, a po śmierci Fabiana wyszła za mąż za Wiesława Puchłowskiego.
ADAMSCY – imion nie pamiętam – mieszkali w kępie domów w lesie na Draku, przy drodze na Sokółkę, po lewej przed linią kolejową. Ich dom był trzeci z kolei, po Wróblach i ?Kamińskich. Mieli dwoje lub troje dzieci, w tym chyba Adama i Grażynę.
ALEKSANDROWICZ Piotr – długoletni proboszcz parafii Sadowne. Przybył w 1952 roku po śmierci księdza Józefa Marii Makarewicza i zamieszkał w starej plebanii z 1827 roku. Wraz z nim przybyła gospodyni Anna Smuś, wychowanka domu dziecka, która po śmierci proboszcza zamieszkiwała w Sadownem w wikariacie. Ks. Aleksandrowicz był bardzo dobrym gospodarzem parafii. Ponaprawiał parkany wokół Kościoła i Cmentarza, które zostały uszkodzone w czasie wojny. Wraz z Radą Parafialną postanowił pobudować nową, piętrową plebanię. Przed kościołem stworzył skwerek z klombami kwiatowymi, alejką z kołowrotkami na krańcach i ozdobnymi krzewami. Parafianie chętnie społecznie przy tych pracach pomagali, a on co roku na wieczornej Mszy kończącej rok składał dokładne sprawozdanie (co do grosza) z dochodów i rozchodów parafii. Moi rodzice Kazimiera i Antoni Niegowscy, którzy mieszkali na ul Wiejskiej 1 byli jego najbliższymi sąsiadami i dobrze z nim i Panią Anią żyli. Wiem, że osobiście napisał on m.in. kronikę parafialną. Proboszczem przestał być w 1980 r., gdy obowiązki proboszcza przejął ks. Marian Zbieć. Moja mama przyjaźniła się z Anną i pomagały sobie przy pracach w ogródku. Przy plebanii zawsze rosły zadbane piękne kwiaty, a na wiosnę u niej najwcześniej kwitły różnokolorowe hiacynty. Ksiądz ten zmarł w 1981 r., krótko po upadku ze schodów w plebanii.
Autor: Irena Warda
