Wspomnienia – alfabet sadowieński (litera G)
We wspomnieniach Pani Ireny litera „G” – oczywiście chodzi o mieszkańców Sadownego z okresu powojennego, których nazwiska rozpoczynają się na literę G.
G
GAŁĄZKOWIE Jan i Zofia – mieszkali przy ul. Grunwaldzkiej z lewej przed Jakubowskimi. Mieli sporą działkę. On dojeżdżał gdzieś do pracy, a ona wychowywała trzy córki: Barbarę, Irenę i Halinę. Barbara chorowała na chorobę Hajnego- Medina, wyszła za Tadeusza Pilawę, Irena po wyjściu za mąż gdzieś wyjechała, Halina wyszła za Jerzego Ufnala, co miał z ojcem młyn na Płatkownicy i tam się wyprowadziła.
GAŁĄZKOWIE Józef – nie pamiętam jego żony – mieszkali w kantorze w środkowym domku. Mieli dwie córki Barbarę i Bogusławę; wyprowadzili się w okolicę Łochowa w latach 50. Jak Basia chyba jeszcze nie chodziła do szkoły, to przyjechała z p. Celmerową furmanką do jednego ze sklepów przy Kościuszki. Celmerka poszła do sklepu, a koń się spłoszył i galopował z małą Basią na dennicy wozu. Ona spadła z wozu i potłukła się, krwawiła. Ja już wtedy pracowałam w Delegaturze Centralnego Urzędu Skupu i Kontraktacji, która mieściła się w domu Zasłonowej i widziałam zdarzenie. Podbiegłam do Basi i zaniosłam ją do domu w kantorze, gdzie pomogła jej starsza siostra.
GAŁĄZKOWIE Wacław i Janina z d. Wycech – mieszkali w dwurodzinnym domu Wycechów przy Łochowskiej róg Kilińskiego. On był kolejarzem, a ona pracowała w sklepie GS-u. Mieli też nieduże gospodarstwo w Morzyczynie Włościańskim – Gać i w Sadolesiu, hodowali krowę i początkowo konia oraz drób. Mieli troje dzieci: Zbigniewa, co został starym kawalerem i pomagał w gospodarstwie, Andrzeja, co ożenił się z Krysią pracującą w ZWAC-u w Małkini, dojeżdżał do pracy i został z rodzicami oraz córkę Krystynę, która wyszła za Ćwika i wyprowadziła się.
GĄSIOROWSCY Czesław i Tekla – mieszkali w Gaju. On był magazynierem w GS-ie, a ona prowadziła dom. Mieli troje dzieci: dwie starsze córki i syna Ryszarda, który w dzieciństwie zachorował na raka oka i je stracił. Jedna z córek wyszła za mąż za Bednarskiego, druga za Giereja.
GĄSIOROWSCY Jan i Jadwiga – mieszkali w Gaju. Jan był dobrym szewcem, a ona chyba nigdzie nie pracowała. Mieli troje dzieci. Córka Alfreda pracowała w referacie podatkowym w Urzędzie Gminy, po wyjściu za mąż za Denisa wyprowadziła się do Łochowa. Syn Eugeniusz został geodetą i też wyprowadził się do Łochowa, a syn Dariusz pobudował dom na działce po rodzicach i mieszka w Sadownem.
GIEREJOWIE Józef i Stefania – mieszkali na ul. Wiejskiej przed Krysiakami. On jako wdowiec miał dwie córki: Irenę, co wyszła za Podszusa do Sojkówka i Kazimierę, która po wyjściu za mąż za Gąsiora wyprowadziła się do Kiełczewa. Po ożenku ze Stefanią z d. Drozd Józef miał jeszcze trzech synów: Mieczysława, Edwarda i Dionizego. Mieczysław ożenił się w Orzełku z Marianną i tam się wyprowadził. Edek ożenił się z Danielą Ołtarzewską i prowadził część gospodarstwa po rodzicach. Mieli czworo dzieci: Elżbietę, Grzegorza, Dariusza i Sławomira. Dionizy ożenił się z Zofią Konik co mieszkała dwa domy bliżej, moją dobrą koleżanką. Pobudowali nowy dom. Mieli troje dzieci: Zbigniewa, Wiesława i Mirosławę. Zbigniew ożenił się z Beatą Zakrzewską, co mieszkała jeszcze bliżej kościoła i dochowali się syna Sylwestra. Zbyszek był kierowcą w GS-ie i pewnego zimowego dna wiózł towar do sklepów z Węgrowa, był silny mróz, a drogę zawiał śnieg. Nie mógł przejechać, mocno się przeziębił i potem zmarł w szpitalu. Wiesio ożenił się z Bożeną Chludzińską z Płatkownicy, a Mirka wyszła za mąż za Tadeusza Terciaka i mieszkali z rodzicami.
GIZIŃSKA Leokadia – mieszkała w domu po rodzicach Mućkach na Wiejskiej i miała synów Ryszarda i Janusza. Rysiek był rozrabiaką, młodszym trochę ode mnie. Ciągle była wzywana do szkoły, a jak raz poszła na Sadowne na zakupy, to syna przywiązała łańcuchem do żelaznego łóżka, jak wróciła, to zobaczyła otwarte drzwi do domu, a w nim brak syna i łóżka. Okazało się, że ten kilkulatek wyciągnął łóżku na podwórko i tam się schował. Niedługo wyprowadzili się z Sadownego, pozostawiając mieszkanie Eugenii Sych z d. Mućk, która też tam mieszkała.
GMITER Wincentyna – mieszkała na ul. Kilińskiego przed Gałązkami w małym drewnianym domku wraz z Jadwigą Kulęgowską. Organizowała kursy kroju i szycia w różnych miejscach i była Przewodniczącą Ligii Kobiet.
GNATOWSKI Stefan – kawaler, co kilka lat w latach 50. mieszkał na ul. Grunwaldzkiej w malutkim domku koło Białasów. Był szewcem.
GOŁĘBIOWSCY Stanisław i Zofia – mieszkali na Kościuszki, gdzie teraz Zaścianek. On był magistrem farmacji i pracował w aptece w budynku z czerwonej cegły. Ona nigdzie nie pracowała. Mieli najładniejszy w Sadownem ogród, pełen drzew owocowych, krzewów, kwiatów i ziół. Mieli chyba dwie córki, których imion nie pamiętam. Jedna z nich została lekarzem, wyszła za Piętkę, co też był lekarzem, mieli niepełnosprawnego syna i często przyjeżdżali do Sadownego. Mieszkała też tam Maria – siostra chyba Stanisława. Moja mama Kazimiera pomagała im w pracach ogrodowych. Tam na kuchni, na ślepym blacie przez cały rok suszyły się owoce i zioła, nawet obierzyny z jabłek na herbatę. Pod koniec lat 50. wyjechali gdzieś do miasta.
GOŁĘBIEWSCY Jan i Janina z d. Jóźwik – pobudowali się przy ul. Polnej na działce Jóźwików i mieli nieduże gospodarstwo rolne, a Jan gdzieś dorabiał. Mieli chyba troje dzieci: Wiesława , co po ślubie wyprowadził się do Warszawy, Marię, co wyszła za Tadeusza Jóźwika i wyprowadziła się do Warszawy i Elżbietę, która został nauczycielką, wyszła za Wrzoska, mają dwóch synów i mieszkają na Polnej.
GRODKOWSCY Zygmunt i Janina z d. Marcjanik – ona z Kołodziąża Rybia, on z Sokółki. Kupili działkę na rogu Placu Kościelnego i Strażackiej. Mieli niewielkie gospodarstwo w Sadolesiu, a Zygmunt gdzieś dorabiał. Mieli syna Wiesława, który po ślubie wyprowadził się i córkę Elżbietę, która wyszła za mąż za Mariana Szczygielskiego z Broku, który po przeprowadzce do Sadownego dojeżdżał do pracy. Wraz z Grodkowskimi mieszkała Wiesia Kłósek z Rybia, która im pomagała.
GRĄDZCY Jan, nie pamiętam jak miała na imię pierwsza jego żona, z którą miał córkę chyba Irenę, ponownie ożenił się ze Stanisławą z d. Danaj z Krupińskiego. Mieszkali przy obecnej ul. Bohaterów 1939r. On był stolarzem, a ona prowadziła dom. Irena wyszła za Władysława Zyśka z Brzózki i tam się wyprowadziła.
GRĄDZCY Mieczysław z Morzyczyna Włók i Janina Barbara z d. Sówka – mieszkali przy ul Kościuszki w domu Sówków i mieli gospodarstwo w Sadownem i Morzyczynie. On dojeżdżał też do pracy w sklepie mięsnym w Warszawie, ona początkowo pracowała w Urzędzie Gminy, a po urodzeniu syna Marka zajmowała się domem i gospodarstwem. Mieli jeszcze córkę Alicję i syna Sławomira. Już w latach 40-50. wraz z ojcem Janem Basia śpiewała w kościelnym chórze, jako sopranistka. Marek jako młody chłopiec wyprowadził się do cioci Jadwigi Akonom do Ostrówka i tam odziedziczył piekarnię.
GRZYWACZOWIE Józef i Krystyna z d. Kamińska – mieszkali przy ul. Kościuszki na początku działu Kamińskich, w niewielkim domku przy samej ulicy, a ich działka sięgała do Ojdanów, później Marcjaników. On był murarzem, bardzo dobrym tynkarzem, a ona krawcową. Mieli córkę chyba Wiesławę i chyba trzech synów Józefa Eugeniusza i Janusza, a trzeciego nie pamiętam.
GÓRALOWIE Stanisław Zbigniew z Zieleńca i Halinka z d. Niegowska z Wiejskiej – moja starsza siostra. Najpierw mieszkali w Strzelinie, gdzie on był technikiem weterynarii. Jak powołano Zbyszka do wojska, to Halinka zamieszkała w domu Góralów w Zieleńcu i podjęła pracę w Banku Spółdzielczym. Po powrocie z wojska Zbyszek krótko pracował w Sadownem, a potem podjął pracę na kolei, gdzie z czasem był kierownikiem pociągów. Pobudowali dom murowany z leszu przy ul. Bohaterów 1939 r.. Doczekali się dwóch córek. Hania młodo zmarła, a Krysia wyszła za Bogusława Maślankę, z którym dochowała się synów: Jarosława i Artura i z czasem zamieszkali w Warszawie.
Autor: Irena Warda
Szanowni Czytelnicy!
Dziękuję za tak duże zainteresowanie publikacją na temat powojennych mieszkańców Sadownego. Bardzo proszę – gdyby ktoś wyraził chęć – o umieszczanie w komentarzach (pod kolejnymi postami na Facebooku Info Sadowne) poprawek, uzupełnień czy też dodawanie nazwisk i historii rodzin, które mogłam pominąć przy spisywaniu swoich wspomnień. Z góry za nie dziękuję.
Przepraszam także za ewentualne pomyłki (pamięć jest ulotna) i dziękuję za wyrozumiałość, a także zachęcam do lektury kolejnych odcinków „Mojego alfabetu sadowieńskiego”.
Irena Warda

