Trąba powietrzna roku 1722,
….żywot księdza rodem z wioski Siennica-Lipusy, łyki kontra chamy, wydalenie dr. Adama Jarosińskiego, przedstawienie w Ostrowi, komunistyczne ulotki w Zarębach Kościelnych, flisacy z Brańszczyka bez pracy.
Ekstremalne zjawiska pogodowe towarzyszyły ludzkości od jej zarania. Także trąby powietrzne nie są niczym owym. Dzisiaj przekroczymy ciut granice regionu, by donieść o trąbie powietrznej, która w roku 1722 nawiedziła okolice Pułtuska.
Dla drobnej szlachty ziemi nurskiej kariera duchowna była przez stulecia jedną z dróg wyjścia z biedy. Tradycję tę kultywowano także w wieku XIX, choć nie było to ani powszechne, ani łatwe, gdyż wymagało nakładów na kształcenie potomka, a tym samym wyrzeczeń, bo choć nosiło się tytuł dziedzica, to zwykle był to dziedzic cząstkowy, który sam za pługiem chadzał. Jednym z dobrze rokujących młodzianków, któremu herbowi a pobożni rodzice wyznaczyli tę drogę, był niezwykle utalentowany i pracowity Wojciech Siennicki z wioski Siennica-Lipusy.
Prawdopodobnie od zarania ludzkości poszukujemy osób, stojących niżej od nas na drabinie społecznej, którymi można pogardzać, a tym samym nadąć własne ego, zapewniając sobie lepsze samopoczucie. Przez wieki stratyfikacja była prosta: magnaci i najbogatsi ziemianie mieli w pogardzie szlachtę średnią, z warstwami niższymi prawie się nie stykając; szlachta średnia lekceważyła, a nawet okazywała wzgardę szlachcie drobnej; ta ostatnia drwiła ze szlacheckiej gołoty, która nie miała choćby i piędzi ziemi; ci zaś ostatni, najczęściej analfabeci, kichali na „rolnego chama” i „miejskiego łyka”; łyk natomiast postponował chama. W celach terapeutycznych „cham” jest zatem osobnikiem poszukiwanym i dzisiaj, choć samo pojęcie uległo odszczepieniu od terenów wiejskich.
