Wspomnienia – Swobodny Nurt 1957 – cz. IV

Tym razem wiersz Elżbiety Świerżewskiej pt. „Tylko dla uczniów”.

    

 

 

 

 

 

TYLKO DLA UCZNIÓW

 

Chcę tutaj o naszej szkole

Kilka słów nadmienić,

Co jest złe, skrytykować

Nóż się da wyplenić?

 

A więc szkoła ta, jak inne

Szkoły w całym świeci,

Znana z tego jest, że każdy

Z „grona” uczniów gniecie.

 

Stawia dwóje i „landszafty”,

Gały czyli haki,

Że już w ciężką melancholię

Popadł ladajaki.

 

Gdy się jakaś lekcja zbliża,

Zoologia na przykład,

Wchodzi uśmiechnięty biolog

Z miejsca robiąc wykład.

 

„Ano dzisiaj, w dalszym ciągu

Stawonogi. A więc…

Dość znaczny ich przedstawiciel

– Niejaki pratchawiec”.

 

Profesor mówi z przejęciem

Wzniośle, patetycznie,

Lecz ja nawet na pratchawce

Patrzę dość krytycznie.

 

Bo znam rzeczy bardziej wzniosłe,

Inni też je znają

I dlatego pod ławkami

Romanse czytają.

 

Lecz się jakoś na okresy

Wiąże koniec z końcem.

Pan biolog jest w ocenach

Najlepszy pod słońcem.

 

Inna rzecz, gdy przyjdzie lekcja

Języka polskiego.

Wtedy każdy drży ze strachu

Bo ma też i czego!

 

Gdyż ma być przepowiedziane

Od tygodnia „pranie”.

No i wreszcie rozpoczyna się

– odpytywanie –

 

„Przybiegnij prędko chłopczyku

Stań tutaj i powiedz:

Czyj to utwór pod tak wzniosłym

Tytułem – „Dziurdziowie”

 

Nic nie umiesz, świętojański

Robaczku przemiły?

A więc siadaj! Dłużej z tobą

Mówić nie mam siły!

 

Mimo jednak, że te dwóje

Wciąż lecą z polskiego,

Nie ma w szkole profesora

Bardziej wesołego.

 

Chociaż dziesięć dwój postawi,

Zawsze jest w humorze.

Śmieje się, nawet żartuje

Ile tylko może.

 

No, a ta matematyka –

Istne utrapienie!

Biada ci, jeślibyś nie znał

Jakiegoś twierdzenia!

 

Wciąż te wzory redukcyjne,

Radiany, sinusy,

Koła trygonometryczne,

(Aż ci puchną uszy!).

 

„Proszę Parys do tablicy

I zrób przykład taki…

Już źle robisz! Gdy jest „minus”,

Trzeba zmienić znaki!”

 

Tu profesor chwyta pióro

I dwójkę wpisuje,

A Parys z głową spuszczoną

Na miejsce wędruje.

 

Jeszcze jedna z ciężkich lekcji

Historią jest zwana.

Tu znów trzeba zapamiętać

Przeróżne powstania.

 

Wszystkie daty, konstytucje,

Spiski i legiony.

Czyż to wszystko wejdzie w umysł

Pracą przemęczony?

 

Oj, nie lepsza od historii

Jest dla nas fizyka,

Z której często po kryjomu

Ten i ów umyka.

 

O chemii napiszę wreszcie,

Co została jeszcze.

Opowiem o tych męczarniach,

Choć mnie biorą dreszcze.

 

Otóż chemia jest to przedmiot

Tak przerażający,

A profesor wykładowca

Tak wymagający.

 

Że aż słabo nam się robi,

Kiedy go spotkamy,

A na lekcji (co tu gadać!)

W ławki się chowamy.

 

Ale na nic to skrywanie,

Bo pan chemik zaraz:

„Siedź mi prosto, ty cymbale –

Czego robisz hałas?!

 

Chodź no tu do odpowiedzi!

Mówisz, że nie umiesz? –

Więc ci stawiam piątą dwóję.

Marsz stąd! Czy rozumiesz?”

 

I tak wciąż, na lekcji

Boimy się skrycie.

Aż nie ozwie się kochany

Dzwonek – wybawiciel.

 

c. d. n.