Niesamowite opowieści spod Węgrowa,
…ks. prałat Jarnutowski drwi z gróźb carskiego dygnitarza, huczna zabawa w Ostrowi, spór o bibliotekę w Broku, bójka na odpuście w Zuzeli.
Ks. Piotr Gosławski z podwęgrowskiej Korytnicy snuje opowieści niesamowite, choć osnute na osobistych obserwacjach duchownego. Czytelnik zapozna się z przypadkiem ukarania zatwardziałego, niemiłosiernego serca i pozna, jak sobie zmajstrować finansowe perpetuum mobile. Bodaj za najbardziej fantazyjną, redakcja uważa tę opowieść, z której morał miałby wynikać taki, że „lud jest trzeźwy” i używek nie tyka wcale.
Przed dwoma tygodniami opublikowaliśmy list korespondenta podpisanego pseudonimem „ks. Kurp”, a zamieszczony w ukazującym się w Krakowie piśmie „Dla Swoich”. Autor epistoły smagał biczem swej krytyki duchownych nazbyt jego zdaniem uległych, a wręcz służalczych wobec carskiej władzy. Bicz ten nie ominął proboszcza nurskiego. W kolejnym numerze tego pisma, owo narzędzie zadawania bólu (w tym przypadku moralnego), przejął autor podpisujący się jako „ks. Z.”. Anonimowy duchowny daje jednak także przykład chwalebny, godny naśladowania, a są nim słowa nieżyjącego już wówczas księdza prałata Jarnutowskiego. Chodzi najprawdopodobniej o zmarłego w roku 1900 ks. prałata Adama Jarnutowskiego, proboszcza ostrowskiego.
