Wspomnienia – chcą ruszyć z kopyta…

Profesor Mieczysław Chmielewski i Jego prywatne archiwum – dzisiaj cytujemy treść artykułu ze Sztandaru Młodych z 16 grudnia 1986 roku.

Chcą ruszyć z kopyta…

Na gminnym zjeździe LZS w Sadownem, woj. siedleckie, najczęściej mówiło się o przeszłości. Wspominano o biathlonistach z Liceum Ogólnokształcącego czy przełajowcach. Dzisiaj nie jest tak dobrze, choć koła LZS w gminie działają nieźle, a i członków jest sporo.

Dawne, dobre tradycje kontynuuje jedynie Ryszard Skrajny, dziewiąty przełajowiec w Polsce w swojej kategorii wiekowej.

– Przyczyn obecnej sytuacji – mówił przewodniczący Rady Gminnej LZS Mieczysław Chmielewski (liczący sobie 72 lata senior działaczy elzetesowskich w kraju) – nie należy upatrywać tylko w sentymentach do przeszłości, ale przede wszystkim w niedostatku bazy, sprzętu, pieniędzy i entuzjazmu młodych.

Jeśli chodzi o bazę, sytuacja w Sadownem przedstawia się co najmniej dziwnie. Niby ona jest, a praktycznie nie można z niej korzystać. Przy liceum jest Stadion im. J. Kusocińskiego z wymiarowym boiskiem do piłki nożnej, bieżniami i innymi urządzeniami. Wzniesiony został głównie społecznymi siłami przed prawie 20 laty. Konserwowany był tylko na początku. Obecnie urządzenia niezbyt nadają się do użytku.

– Młodzież chętnie pomaga w pracach w obiekcie – stwierdził dyrektor liceum Edward Herman. – Sama nie jest jednak w stanie wszystkiego wykonać.

Zapalnym punktem dyskusji była sprawa basenu pływackiego. Jest on w Sadownem od kilku lat, ale najczęściej bywa nieczynny. Opiekują się nim Zakłady Silikatowe i nie mogą uporać się to z chlorowaniem wody, to znów z zapewnieniem ratownika. Smutno było sadowieńskim dzieciom w ubiegłe wakacje, gdy w basenie pluskała się młodzież z kolonii, a one patrzyły na nią przez ogrodzenie. Wypada zgodzić się z głosem Mieczysława Dębkowskiego, który bez ogródek powiedział, że basen nie ma dobrego gospodarza.

Jest również w Sadownem niezła sala gimnastyczna, z której korzysta głównie młodzież szkolna. Czy dla innych nie znalazłoby się trochę miejsca…?

Pytań było więcej, ale wiele z nich skierowano pod adresem władz gminnych. Choćby to, dlaczego na siedem kół LZS wydatkowano w tym roku tylko niewiele ponad 50 tys. zł. Na dobrą sprawę nie wystarczyło nawet na piłki. Wsparcie co prawda obiecał przewodniczący GRN Tadeusz Gozdur, ale czy nie  można było tego uczynić wcześniej? Inne z kłopotliwych pytań, to dlaczego miejscowe zakłady pracy czy gminna spółdzielnia „SCH”, SKR nie wspierają elzetesowskiego sportu. Powinny również to czynić najpotężniejsze w gminie Zakłady Silikatowe.

Pomimo uroczystych akcentów, jakimi były obchody 40-lecia organizacji w gminie, szczerze i konkretnie mówiono na nim o problemach kół, niedostatkach, a przede wszystkim szukano konkretnych rozwiązań. Starano się przełamać bariery niemożności, jak kilkakrotnie podkreślił M. Chmielewski. W dużej mierze to się udało, gdyż postanowiono zaktywizować firmy do partycypowania w sporcie, władze gminne do załatwienia najpilniejszych spraw.

Potrzebny będzie gminny fundusz rozwoju kultury fizycznej – o którym wspomniał Adam Jurzyk – wiceprzewodniczący Rady Wojewódzkiej LZS z Siedlec. Wielkim kapitałem Sadownego jest grupa oddanych i zaangażowanych działaczy różnych roczników. Łączy ona w sobie młodzieżowy entuzjazm z doświadczeniem, tak potrzebnym do rozwiązywania trudnych problemów. Spośród wielu wymienić trzeba Kazimierza Siwka, Wiesława Gąskę, Wacława Makarskiego, Edwarda Hermana, Krystynę Rukat, Anielę Puścian, Halinę Kosson, Andrzeja Krakowskiego, Tadeusza Danaja, Mieczysława Dębkowskiego, Zbigniewa Górala, Leszka Sówkę, Teresę Surowiecką.

Ich zapał i chęci, a także mądrość i autorytet przewodniczącego Rady Gminnej LZS M. Chmielewskiego sprawiają, że o sadowieńskim sporcie powinno być wkrótce głośno, jak bywało do niedawna. Wiele na to wskazuje, że okres przestoju mija bezpowrotnie.

                                    JÓZEF SADOWSKI

Źródło: „Sztandar Młodych”, Warszawa 1986