Sprawa stójkowego ze Sterdyni,
…u ujścia Liwca do Buga tną lasy na potęgę, tysięczny tłum unitów wyrusza z Małkini na Jasną Górę, precz z pisarskimi rządami w gminie Dmochy-Glinki, wielka awantura w Czyżewie.
Dzisiejsze opracowanie otwiera dokument z popularnego gatunku, jakim jest kryminalny dramat sądowy. Główny bohater to Kazimierz Waszczuk, starszy strażnik sterdyńskiego rewiru policyjnego. Tenże strażnik został wezwany w charakterze świadka na posiedzenie Sądu Gminnego I Okręgu Powiatu Sokołowskiego z siedzibą w miasteczku Sterdyń. Waszczuk miał się zachowywać podczas rozprawy w sposób skandaliczny, a wręcz sugerujący, że pan Kazimierz nie do końca ma wszystko mniej więcej dobrze poukładane w głowie. Dowody były tak przekonujące, że i autor niniejszego opracowania był przekonany o winie rzeczonego Waszczuka, a zdanie to podzielił Sąd Okręgowy w Siedlcach. Poza innymi karami oznaczało to z pewnością dla pana Kazimierza wydalenie ze służby, a tym samym znaczne powikłania życiowe. Jednak ten dzielny człowiek, nie poddał się – skierował apelację do Izby Sądowej w Warszawie, wynajął adwokata, sprowadził na koszt własny nowych świadków. Został uwolniony od stawianych zarzutów i żył długo, i szczęśliwie… a przynajmniej niewykluczone, że tak właśnie było.
Przez wieki przysługiwały włościanom przeróżne prawa tyczące m.in. korzystania z dworskich lasów, a zwane serwitutami. Zawsze wiązały się z tym waśnie, a po uwłaszczeniu chłopów sytuacja stała się wybuchowa, o czym przekonuje choćby lektura Chłopów Władysława Reymonta. U ujścia Liwca do Buga, podobnie jak w wielu innych rejonach serwituty zamieniono na przekazane chłopom działki leśne. Zazwyczaj włościanie drzewa wnet wycinali, a gdyby nawet, któryś nie miał na to początkowo ochoty, to z czasem dochodził do wniosku, że należy to zrobić, bo najbliższej jesieni czy zimy i tak sąsiedzi wytną po kryjomu wszystko na opał.
